Dymiące zęby… o rtęci słów kilka

Beata Maria Maliszewska – Panie Doktorze, chciałabym się pochwalić, że po ostatniej wizycie u Pana wyrzuciłam pasty z fluorem z mojej łazienki. Koniec trujących związków w mojej buzi.

Rafał Baron – Nie wiem, nie wiem, nie zaglądałem do owej buzi. Zatem albo pozwoli Pani, że uczynię to natychmiast, albo Pani sobie zerknie, a może Pani już wie. Bo trujące związki mogą w niej pochodzić z kilku jeszcze źrodeł, co najmniej dwa są bardzo powszechne, dodatkowo istnieje pewien związek między nimi. Pierwszy z nich to powszechna dosyć próchnica, o której rozmawialiśmy już poprzednio. Szkodliwe są właściwie metabolity wydzielane przez bakterie ową próchnicę powodujące. Drugi to, co dla niektórych będzie niespodzianką, to coś co ma stanowić rozwiązanie próchniczych problemów, mianowicie tzw. plomby amalgamatowe. Zatem albo pozwoli Pani, że zerknę, albo…

BMM – Wybieram to drugie… Wszystkie zęby wyleczone! A plomby? Czy są trujące?

RB– Nie wszystkie, abstrahując od jakości wykonania, istotny jest ich rodzaju. I jeśli pyta Pani o trujące związki to takimi są właśnie plomby amalgamatowe. Jest tak ze względu na składowe takich plomb, pośród których największą (bo ok. 50%) część stanowi rtęć.

BMM – Znana mi z termometrów rtęć jest płynna, a ta w plombach jest przecież stała, nigdzie więc „nie ucieka”…

RB – To prawda, jednak szkodliwość jednej i drugiej jest taka sama. Ponieważ rtęć sama w sobie nie jest trująca, trujące są jej opary. Obie cechy, które Pani podała, wynikają z właściwości rtęci. Jest ona metalem półszlachetnym, ma zdolność rozpuszczania wielu metali i to właśnie stopy rtęci z innymi metalami nazywamy amalgamatami. Amalgamaty bywają stałe lub ciekłe w zwykłych warunkach, i ciekła również jest sama rtęć.

BMM – Chwileczkę, Panie Doktorze… przecież nasze zęby nie parują?

RB – Wszystkie amalgamaty rozkładają się w wyższej temperaturze, a im wyższa, tym szybciej, przy czym rtęć się ulatnia, a drugi metal, jako mniej lotny, pozostaje. To zjawisko umożliwia np. pozyskiwanie złota ze skał złotonośnych, czym parają się m.in. ubodzy mieszkańcy Andów czy Amazonii, płacąc za to ciężko własnym zdrowiem. Podsumowując, w termometrach mamy do czynienia z rtęcią w postaci czystej (dlatego jest płynna), natomiast w przypadku plomb rtęć związana jest z innymi metalami, tworząc amalgamat w postaci stałej, również jednak parujący.

BMM – O jakiej niebezpiecznej granicy temperaturowej parowania mówimy? Temperatura pokojowa chyba nie jest szkodliwa?

RB – Nawet jeśli nie jest Pani osobą o wojowniczym usposobieniu, to proszę mi wierzyć, w Pani ustach nie panuje temperatura pokojowa. Rtęć ma szeroki zakres pomiędzy temperaturą wrzenia (356,7°C) a temperaturą topnienia(-38.8°C). Trudno więc mówić o mniej lub bardziej bezpiecznej granicy. Poruszamy się w pewnym zakresie, w którym im wyższa temperatura, tym wyższe parowanie. Właśnie na tym polega „złośliwość” rtęci – podobnie jak woda – paruje, tyle że wolniej, jednak im wyższa temperatura, tym szybciej paruje. Jako metal szlachetny ulega samooczyszczaniu i jej powierzchnia stale paruje. Rtęć, jej pary i związki są silnymi truciznami.

BMM – Skoro rtęć wrze w temperaturze aż 356,7“C, parowanie w temperaturze nawet do 36I37°C powinno być znikome… Plomby przecież nie znikają z buzi… I czy parująca rtęć ma jakikolwiek smak, czy może być wyczuwalna?

RB – Jak najbardziej, miewa, jak każdy metal, jednak wyczuwalny dopiero przy wysokich stężeniach. A takowe byłyby letalne (śmiertelne) natychmiast. Tymczasem dopuszczalna dawka dla rtęci wynosi.,. 0! Dlatego każdy, nawet najbardziej znikomy “opar”’ czyni w organizmie szkody. Oczywiście nie z dnia na dzień, jednak ,,ziarnko do ziarnka”… Plomby nie znikają, tak samo jak patrząc w lustro codziennie, trudno stwierdzić, że człowiek się starzeje.

BMM – Dopuszczalna dawka rtęci wynosi zero?!? Po jakim więc czasie możemy zauważyć pierwsze negatywne skutki?

RB – Tak, ,,tolerancja” organizmu dla rtęci wynosi zero. Natomiast tak, jak trudno mówić w tym przypadku o ,,krytycznej” temperaturze parowania, tak samo niemożliwym jest określenie jednostki czasu, która byłaby swego rodzaju „wskaźnikiem” w tym przypadku. To proces ciągły, zależny od stężenia rtęci, ale również od „wrażliwości” osobniczej, która może przyspieszać lub odsuwać w czasie pojawienie się objawów oraz zastosowanych ewentualnie substancji, które pozwalają eliminować z organizmu mniejsze lub większe ilości tego pierwiastka.

BMM – Jakie są zatem objawy zatrucia rtęcią?

RB – Objawy związane z zatruciem rtęcią są niespecyficzne, zwłaszcza początkowo, bo należą do nich: bezsenność, zawroty głowy, zmęczenie, stany depresyjne (z nasilającymi się w czasie myślami samobójczymi), labilność emocjonalna, osłabienie pamięci i koordynacji ruchów, drżenie rąk, osłabienie ostrości wzroku i słuchu, nieżyt dróg pokarmowych i oddechowych. Według Hustona MC (J. Clin. Hypertension, 13.08.2011), toksyczność rtęci należy oceniać u wszystkich pacjentów z nadciśnieniem, chorobą wieńcową serca (więc może zamiast przepisania statyn i beta-blokerów dobrym pomysłem byłoby m.in. zbadanie poziomu obciążenia rtęcią…), chorobami naczyń mózgowych, zaburzeniami rytmu serca, zaburzeniami czynności nerek, deformacjami kości (podobnie jak fluor, o którym mówiliśmy ostatnio), demencją.


BMM – Coś nieprawdopodobnego. Tyle osób uskarża się dzisiaj na takie właśnie dolegliwości, zupełnie nie wiążąc ich z parującymi rtęcią zębami!

RB – Najsilniejszy, szkodliwy wpływ rtęci, dotyczy właśnie ośrodkowego układu nerwowego (polecam fascynujący film, „Wpływ plomb amalgamatowych na komórki mózgowe”, który pokazuje, co dzieje się z neuronami przy kontakcie z rtęcią). Pracę o roli rtęci w wielu patologiach Huston opublikował w 2011 r. Ujmując generalnie: rtęć zwiększa stres oksydacyjny, stany zapalne w organizmie, zmniejsza obronę oksydacyjną, powoduje wzrost zakrzepicy, dysfunkcje mitochondriów (spadek prod. ATP), układu odpornościowego (w tym spadek prod. glutationu). Rtęć unieczynnia wiele enzymów, m.in. COMT, zaangażowany w katabolizm katecholamin na zakończeniach nerwów współczulnych. Katecholaminy produkowane przez nadnercza są uwalniane do krwi w stresie. Konsekwencją zaburzeń jest ich wysoki poziom we krwi. Efekt ten zwiększa ciśnienie krwi. Rtęć zmniejsza także ochronne działanie kwasów tłuszczowych. Szkodliwe działanie rtęci jest bardzo trwałe, ponieważ związki rtęci łączą się z enzymami. blokując je, podobnie jak blokują przepuszczalność błony komórkowej. Działanie toksyczne wiąże się z powinowactwem do grup tiolowych, karboksylowych i aminowych aminokwasów i polega na blokowaniu biochemicznych funkcji tych związków.

BMM – Czy mógłby Pan Doktor przybliżyć i rozjaśnić ostatnią kwestię? Dla medycznego laika brzmi co najmniej zagadkowo.

RB – Aby nie wchodzić za bardzo w szczegóły procesów biochemicznych powiem tylko. że ten, może skomplikowanie brzmiący, proces „tłumaczy się” blokowaniem syntezy łańcuchów białkowych, co bardzo dotkliwie objawia się np. w przypadku włókien nerwowych, które zostają pozbawione swoich osłonek, i ,,sterczą” nagie niczym druty bez izolacji… Z tą różnicą, że „nagie” włókna nerwowe stają się nie tyle niebezpieczne dla otoczenia, co bezużyteczne dla właściciela – tracą zdolność do przewodnictwa, czyli zasadniczą dla włókien nerwowych funkcję.

BMM – Mam jeszcze pytanie, czy pewne grupy osób są w sposób szczególny narażone na działanie rtęci, np. dzieci, u których dopiero kształtuje się układ nerwowy?

RB – Szczególną uwagę należy zwrócić na to zagadnienie u kobiet, ponieważ rtęć i jej związki przenikając przez łożysko przenikają do organizmu zarodka. Podobnie wygląda to w przypadku kobiet karmiących piersią… A u dzieci rtęć może powodować opóźnienia rozwoju fizycznego i psychicznego, problemy z koordynacją, tzw. tiki, zmniejszenie rozmiarów mózgu, autyzm… Mózg dziecka rozwija się bardzo intensywnie do ok. 5-go roku życia i do tego czasu dzieci są zdecydowanie bardziej czułe na zatrucie rtęcią.

BMM – Panie Doktorze, cały czas zastanawiam się, jak to możliwe, że dentyści mając świadomość szkodliwości rtęci przy każdym poziomie powyżej zera, tak bezpardonowo, umieszczają ją na lata w ustach niczego nieświadomych pacjentów?

RB – To jest już raczej zagadnienie propagandowo-marketingowe, do dyskusji z gronem z tej branży, bo dotykamy tutaj kwestii, które określiłbym delikatnie jako lobbingowe. Niemniej sama świadomość w tej kwestii jest elementem wystarczającym, albowiem to pacjent, nie dentysta, decyduje o tym jaki rodzaj materiału znajdzie się w jego ustach.

BMMA jaką inną drogą opary rtęci, czy w ogóle rtęć, może dostać się do organizmu? Czy istnieją inne źródła zatrucia rtęcią?

RB – Owszem, i to kilka. Rtęć może dostać się do organizmu zarówno przez przewód pokarmowy jak i oddechowy. Nie reagując z kwasem solnym w żołądku, przechodzi praktycznie nietknięta przez układ pokarmowy. Jednak zdolność do rozbijania na bardzo drobne kropelki sprawia, że są one w stanie „przejść” przez ścianę jelita lub wpaść w zagłębienie i pozostawać tam latami, emitując szkodliwe opary. Nie dość, że wówczas człowiek podtruwa się sam, to staje się jeszcze źródłem skażenia dla otoczenia. Wynika to z faktu, że organizmy żywe (w tym mikroorganizmy) przekształcają rtęć w dimetyIortęć, która jest bardzo silną trucizną, siejąc spustoszenie w organizmie. Związek ten jest rozpuszczalny w tłuszczach, bardzo trwały i toksyczny. W tej właśnie postaci kumuluje się w organizmach żywych. Stosowano go również do zaprawiania zbóż, ponieważ przez swoje silnie toksyczne działanie zabijał zarodniki grzybów na ziarnach zbóż przeznaczonych do wysiewów. Proceder ten został zakazany w latach 60-ych, jednakże jeszcze w latach 70-ych zdarzały się przypadki zatruć mięsem świń czy kur, które karmiono zatrutym dimetylortęcią ziarnem. Przypadki te zdarzały się również w Polsce. Na tym jednak nie koniec, bo stosując rtęciowe zaprawianie zbóż, skażono glebę na długie lata, a sporo związków dostało się do mórz i oceanów, co nadaje nieco inne znaczenie hasłu o „codziennym jedzeniu ryb”

BMM – Panie Doktorze, przecież ryby są zdrowe, czyż nie?!

RB – ,,Smaczku” seafood dodaje fakt, że kilka lat temu na dnie Bałtyku odkryto ok. 3500 beczek zawierających rłęć… Historia dodawania rtęci do środków medycznych i spożywczych jest bardzo długa. Pomimo udowodnienia, że pierwiastek ten jest wysoce toksyczny, nadal podaje się go masowo na przykład do paszy dla zwierząt i ryb. Jeżeli w roku 2012 całkowita produkcja mięsa ze zwierząt lądowych wynosiła 63 miliony ton, to z ryb, głównie hodowlanych, wyprodukowano ponad 67 milionów ton. Ryby hodowlane, podobnie jak u nas świnie, karmione są najtańszą paszą, a więc genetycznie modyfikowaną. Aby pasza nie gniła, dodaje się rtęć. Stąd alarm naukowców USA, w związku z dużą zawartością rtęci w rybach.

BMM – Jak to możliwe?! Czy wobec tego notowano jakieś przypadki zatruć? Czy ma to miejsce tylko w Polsce?

RB – Tytułem przykładu, w latach ’60 i ’70 XXW. nad Zatoką Minamata w Japonii miało miejsce największe zatrucie rtęcią, dotyczyło ponad tysiąca mieszkańców żywiących się głównie rybami. Przyczyną było odprowadzanie ścieków zawierających rtęć z fabryki aldehydu octowego koncernu ,,Chisso” do zatoki. Okazało się, że rtęć wylewana do wody w organizmach planktonu i ryb utworzyła związki alkilowe, które wywołały u zwierząt i ludzi syndromy choroby układu nerwowego, zwanej chorobą Minamata. Podobna sytuacja ma miejsce w dorzeczu Amazonki, gdzie proces wydobywania złota przy zastosowaniu rtęci skutkuje bardzo wysokim jej stężeniem w organizmach Indian, dla których ryby są podstawowym pożywieniem. Sytuacja z opisanym powyżej ziarnem „konserwowanym” miała z kolei miejsce w Iraku. Społeczność północnej części kraju wykorzystywała do pieczenia chleba ziarno siewne zaprawiane organicznymi związkami rtęci. Śmiertelnemu zatruciu uległo ok. 500 osób.

BMM – Przyznam, że potrafi Pan dodać dramaturgii…

RB – Och, niech się Pani rozluźni, dzielę się jedynie z Panią w ramach naszych konsultacji. Oby nie wzrosło Pani ciśnienie!

BMM – Czy zatem można powiedzieć, że tym sposobem wyczerpaliśmy możliwe drogi wpływu rtęci na organizm człowieka?

RB – Obawiam się, że niestety nie… Mamy do czynienia z co najmniej jeszcze dwiema. Jedną nazwałbym „powszechną”, drugą… „kontrowersyjną”. Pierwszą z nich jest… oto właśnie m.in. chodzi kiedy mowa o szkodliwości opalania węglem. Oczywiście dwutlenek siarki czy azotu również, jednak węgiel kamienny i brunatny zawierają także domieszki metali, w tym rtęci. Owa rtęć uchodzi… kominem, wzbogacając powietrze, którym oddychamy. Szacuje się, że obecnie większość rtęci w powietrzu jest konsekwencją spalania węgla. l o ile duże zakłady ciepłownicze są w stanie założyć odpowiednie filtry, to w domowym centralnym ogrzewaniu o nie trudno.

BMM – A druga?

RB – Bez wątpienia słyszała Pani o niej, chodzi o szczepionki.

BMM – Szczepionki?!

RB – No tak. To „historia” dosyć zbliżona do fluoru, o którym rozmawialiśmy ostatnio, choć bez wątpienia mniej bulwersująca. W 1929r. dr Morris Kharasch z firmy Eilly and Company złożył patent na środek konserwujący pod nazwą tiomersal (nazwa handlowa – Mertiolat). W pierwszym rzędzie użyty do dezynfekcji szczepionek, sprzętów szpitalnych, stosowany jako krople do nosa czy oczu, dodawany do maści i kremów. Uznany za dobry środek dezynfekcyjny i od 1931 r. rutynowo wykorzystywany w szczepionkach. Warto zaznaczyć, że badań in vivo w tamtych czasach „za bardzo” nie prowadzono.

BMM – Bez testów podawano tego typu środki ludziom?

RB – Dopiero w 1937r. tiomersal został poddany testom na zwierzętach. I… okazał się doskonałą trucizną (padło około połowy testowanych psów) już przy mikrodawkach (0,1mcg). Pomimo tego nadal był stosowany w szczepionkach (dla dobra dzieci). W dobie braku antybiotyków podawano tiomersal dożylnie chorym na zapalenie opon mózgowych. Nikt nie przeżył. Tak sprawdzono bezpieczeństwo ,”leku” i przez kolejne 75 lat stosowano jako środek przeciwbakieryjny i przeciwgrzybiczy. W 1948r. na podstawie analiz, dr F.Engly określił tiomersal jako preparat znacznie bardziej toksyczny dla ludzi niż dla bakterii. Na nic się to jednak zdało. Mimo zgromadzonej, wiedzy w Stanach wprowadzono do kalendarza szczepień obowiązkowych w sumie 100mcg rtęci do 18 miesiąca życia. W tamtych czasach rozpoznaje się autyzm w 1-2 przypadkach na 10 000 urodzeń. W roku 1991 ilość rtęci podanej w szczepionkach, zgodnie z obowiązkowym kalendarzem szczepień do 18 miesiąca życia, wynosi już 250mcg. A ilość szczepionek zawierających rtęć wynosi 30. Przy czym trzeba podkreślić, że najczęściej rtęć w szczepionkach skojarzona jest z aluminium (kolejna neurotoksyna), które dodatkowo amplifikuje jej toksyczność. Proszę sobie jeszcze wyobrazić, że w latach ’40 XXw. podawano tiomersal dzieciom w postaci „proszku na ząbki” (w ramach pasty)… Szacuje się, że przy takiej progresji ilości szczepień i skorelowanym z tą sytuacją wzrostem ilości przypadków autyzmu (wszelka zbieżność przyczynowa jest oczywiście ,,przypadkowa”…) ok. 2030 roku co drugie dziecko w Stanach będzie dotknięte autyzmem.

BMM – Chwileczkę, czy mógłby Pan wyjaśnić czym jest ów tiomersal? Bo nie jest to dla mnie zbyt jasne.

RB – Tromersal to, podobnie jak amalgamat, związek zawierający ok 50% rtęci. W organizmie rtęć przechodzi w metyłortęć. Wbrew założeniom rtęć ma nie najlepsze właściwości bakteriobójcze (np. wobec paciorkowców działanie tiomersalu jest tak samo skuteczne jak zwykłej wody), a jest bardzo toksyczne dla tkanek człowieka. W karcie toksyczności tiomersalu czytamy: powoduje zmiany w produkcji plemników, a potomstwo może mieć uszkodzenia OUN, od łagodnego upośledzenia umysłowego do utraty koordynacji ruchu. W 1982r. FDA wydało opinię: „Na poziomie komórkowym, tiomersal okazał sie być bardziej toksyczny dla komórek nabłonkowych in vitro, aniżeli chlorek rtęciowy, azotan rtęciowy, czy merkurochrom. Tromersal okazał się być 35 razy bardziej toksyczny dla komórek sercowych aniżeli dla gronkowca złocistego”. ..

BMM – I coś takiego serwujemy dzieciom w szczepionkach?!

RB – Do 2go roku życia, w kalendarzu szczepień z 2015r. w Polsce – 25 szczepionek. s’il vous plait, w tym 2 tzw. 5w1 (!!!). W latach ’30 średnio 2-3 szczepionki do 2-go roku życia! Czyżby Stwórca wypuszczał na rynek „produkty” coraz gorszej jakości? Można odnieść wrażenie, że bez zasileń zewnętrznych sobie nie poradzą. Jednocześnie zaniechano uzupełniania niedoborów witaminy D3, wzmacniającej odporność…

BMM – Zatrważające… Czy istnieje jakiś sposób pozbycia się rtęci z organizmu?

RB – Nie jest to proste, niemniej przy odrobinie cierpliwości możliwe. Po pierwsze – jeśli mamy plomby amalgamatowe, należy je usunąć. Nie wystarczy jednak ot, po prostu, je ,,wydłubać”, nawet jeśli ma to miejsce w gabinecie dentystycznym. Konieczne jest zastosowanie specjalnego protokołu zabezpieczającego zarówno pacjenta jak i samego stomatologa. Kolejnym etapem, a w przypadku obciążenia poszczepiennego pierwszym, jest chelatacja. Należy też pamiętać, że toksyczność rtęci obniża selen (wykazuje podobne powinowactwo do aktywnych grup białek i aminokwasów). Cały proces może zostać przyspieszony i uskuteczniony regularnym i umiejętnym korzystaniem z sauny infrared.

BMM – W jaki zatem sposób należy korzystać z sauny, aby była skuteczna?

RB – Jest to na tyle rozległy temat, że poświęcimy mu jedną z kolejnych, najbliższych, konsultacji.

BMM – A co w przypadku, gdyby doszło do połknięcia rtęci?

RB -To prawdopodobne, zwłaszcza u dzieci. Należy wówczas spowodować wymioty i podać dużą ilość węgla medycznego, pochłaniającego zresztą wiele trucizn, nie tylko rtęć.

BMM – Ponownie uzmysławia mi Pan, jak bardzo ważna jest świadomość, a tu miałoby się ochotę na beztroskę… A czy ma Pan jakąś ciekawostkę na zakończenie dzisiejszego spotkania ?

RB – Hmm… niech będzie, historyczna, może dwie. Pewien związek rtęci – sublimat – chlorek rtęci, został wielokrotnie użyty do morderstw politycznych. Sublirnatem próbowano również leczyć syfilis, niestety najczęściej skutkowało to rtęcicą, co zresztą mylnie interpretowano jako efekt choroby a nie prób jej leczenia. Poza tym… w Polsce do końca lat ’70 stosowano rtęć jako środek dezynfekcyjny na oddziałach chirurgicznych, pod nazwą „mercurochrom”… może być?

BMM – “Kryminalnie” Pan zakończył. Będąc Panu wdzięczna niezmiernie, żegnam, do następnego razu, pewnie równie frapującego.

 

 

 

Lek. med. Rafal Baron - lekarz. specjalista z zakresu... zdrowia raczej niż choroby, formalnie natomiast - Medycyny Tropikalnej i Medycyny Podróży [po studiach Strasburgu oraz Nancy (Frańcja), prywatnie - nie stroni od teatru, tańca i języka francuskiego, choć... nie tylko.

 

interlokutor... espiegle:
 Beata Mańa Maliszewska - logistyk, formalnie - spec. ds. stosunków m-nr, prywatnie - pasjonatka tańca, kwiatów i... medycyny naturalnej.

 

 

Zostaw swój komentarz:
  • 12
    Shares