Gruźlica powraca

Zza wschodniej granicy dochodzą niepokojące wiadomości. Media donoszą o 600 tyś, nowych chorych na gruźlicę. Czy to znaczy, ze mamy do czynienia z epidemią na Ukrainie? Nie, ale jesteśmy zagrożeni suchotami, bo szczepionki na tuberkulozę nie chronią przez cale życie…

Co sekundę ktoś zaraża się gruźlicą. Według szacunków WHO jest ona drugą przyczyną zgonów na świecie, z czego ok. 8,7 mln/rok to nowe zachorowania, a co roku umiera 1.4 mln chorych.
Nie, to nie jest opis sytuacji w XVII-wiecznej Europie, którą dziesiątkowały suchoty. Tak epidemiolodzy malują obraz współczesnego świata. Ponad połowa wszystkich chorych (59%) to mieszkańcy Azji. Najwyższe współczynniki zapadalności na gruźlicę występują w Afryce subsaharyjskiej (ma to związek z faktem, że duży odsetek populacji jest zakażony HIF). Gruźlica nie ustępuje też w państwach ameryki południowej, basenu morza Śródziemnego – wskaźnik zapadalności 50-80/100 tys. – natomiast w krajach rozwiniętych (Europa, Ameryka Północna i Australia): 10-15/100 tys. Choć trudno w to uwierzyć, od 1993 r. gruźlica ponownie uważana jest za chorobę stanowiącą globalne zagrożenie zdrowotne.

Robert Koch wkracza na scenę

Co łączyło Emily Brontë, Goethego, Chopina, Paganiniego, Bronisławę z Boguskich Skłodowską [matkę Marii Curie), Vivien Leigh, Jerzego Jurandota, Stefana Jaracza, Georga Orwella, Stanisława Grzesiuka i Cata Stevensa? Suchoty. Większość z nich zresztą przegrała walkę z choroba.

Przez kilka stuleci tuberkuloza naznaczała swoim krwawym piętnem życie wielu rodzin. Nic więc dziwnego, że lekarka Bronisława Dłuska (starsza siostra Marii Skłodowskiej-Curie) wraz z mężem w 1902 r. stworzyła w Zakopanem sanatorium dla ludzi z chorobami płuc, m.in. gruźlicą.

Gruźlicę wywołuje Mycobacterium tuberculosis, bakteria nazywana od imienia swojego odkrywcy prątkiem Kocha. Najczęściej atakuje ona płuca, jednak może również uderzyć w inne układy: limfatyczny, kostno-stawowy, moczowo-płciowy, krwionośny, a nawet ośrodkowy układ nerwowy.
Ponad 1/3 ludzkiej populacji jest lub była w przeszłości narażona na prątki gruźlicy, a nowe infekcje pojawiają się na świecie w tempie jednej na sekundę”. Nie każda osoba zarażona rozwinie pełnoobjawową chorobę, zakażenie może przebiegać bezobjawowo i pozostawać w uśpieniu. Statystyki pokazują, ze 1 na 10 z nich w późniejszym czasie ulegnie aktywacji, prowadząc, jeśli nie będzie leczone, do śmierci niemal połowy chorych.

Nim jednak odkryto przyczynę suchot, zabijały one bez wyjątków. Panowało wtedy powszechne przekonanie, że każdy proces chorobowy jest wynikiem oddychania zatrutym powietrzem, wolą Boga czy też karą za grzechy. Do jego upadku przyczynił się prowincjonalny niemiecki lekarz – Robert Koch, który opracował teorię zarazków i przekonał świat nauki, że niewidzialne drobnoustroje odpowiadają za rozwój oraz przenoszenie części chorób.
Precyzyjna badania, które przeprowadził, oraz opracowana przez niego metodologia nie pozostawiały cienia wątpliwości – zarazki istniały i posiadały odwrotnie proporcjonalną do swoich rozmiarów śmiercionośną moc.

Zwycięstwo Francuzów

Jest 24 marca 1882 r. W niewielkiej czytelni biblioteki Instytutu Fizjologii w Berlinie Emil du Bois-Reyrnond otwiera posiedzenie Berlińskiego Towarzystwa Fizjologicznego. Wśród przybyłych są najwięksi luminarze niemieckiej nauki, jako główny prelegent występuje doktor Robert Koch. W miarę jak prowadzi swój wywód, gwar zebranej publiczności stopniowo cichnie, aż w końcu na sali zapada cisza. Oto bowiem ogłasza światu istnienie bakterii odpowiedzialnej za wywoływanie jednej z najgroźniejszych chorób ludzkości- gruźlicy. Jego wystąpienie jest spójne, a na poparcie swojej tezy Koch przedstawia preparaty mikroskopowe oraz doświadczenia na zwierzętach. To jego największy sukces. Dotychczas na swoim koncie ma odkrycie laseczek wąglika i przecinkowca cholery.

Podczas gdy Niemiec tropi kolejne drobnoustroje, francuski chemik Ludwik Pasteur tworzy kolejno szczepionki przeciwko wąglikowi, wściekliźnie i cholerze. Niezmiernie drażni to Kocha. Pragnie raz na zawsze przyćmić swojego rywala – odnajdując lek na gruźlicę. Latem 1890 r. wpada na bardzo obiecujący trop. W toku badań nad prątkami gruźlicy uzyskuje białko – tuberkulinę. Zagęszczany przesącz hodowli prątków w bulionie z glicerolemfą podawany zakażonym zwierzętom wydaje się pomagać: cierpiące na gruźlicę świnki morskie po zaaplikowaniu żyją dłużej.
Uczony daje się ponieść ekscytacji i zaniechawszy swojego dotychczasowego precyzyjnego i żmudnego schematu działania, obwieszcza wynalezienie leku na suchoty. Do Berlina ciągną chorzy, licząc na wyzdrowienie. Niestety, ogłoszenie zwycięstwa okazuje się przedwczesne. Pod koniec roku placówki prowadzące badania raportują: „Tuberkulinę wstrzyknięto 2172 chorym, którzy łącznie otrzymali 17 500 dawek. Pacjenci cierpieli na wszystkie odmiany gruźlicy – suchoty, toczeń i skrofuły. Spośród 242 osób z gruźlicą płuc leczonych tuberkuliną 9 przypuszczanie wyzdrowiało, a u 131 zaobserwowano poprawę stanu ogólnego. W grupie 444 pacjentów z zaawansowaną chorobą wyleczono tylko jedną osobę, a u (58 zaobserwowano mniejszą lub większą poprawę (…) Ogólnie za wyleczonych można było uznać zaledwie 28 chorych w porównaniu z niemal 2 tys. przypadków niepotwierdzonych wyzdrowień lub braku poprawy. Tych wyników żadną miarą nie można było uznać za udane”.
Koch popada w niełaskę i izolację. A jednak jego odkrycie nie jest całkowicie bez użyteczne. Okazuje się, że tuberkulina w mniejszych dawkach pomaga rozpoznawać gruźlicę, stąd do dziś tzw. próba tuberkulinowa stosowana jest jako badanie diagnostyczne dla sprawdzenia stanu przeciwgruźliczej odpowiedzi immunologicznej organizmu. Ujemny wynik próby może świadczyć o braku odporności przeciwgruźliczej i konieczności zaszczepienia.

Dopiero 40 lat po odkryciu tuberkuliny Francuzi Albert Calmette i Camille Gućrin opracowują szczepionkę przeciw gruźlicy (BCG). Zawiera ona żywy prątek bydlęcy (wywołujący tę chorobę u bydła), ale tak zmieniony, aby nie powodował jej u człowieka.

Nadzieję na całkowitą eliminację suchot daje również wprowadzenie w 1946 r. streptomycyny i PAS – pierwszych skutecznych leków na tę chorobę.

Gruźlica mocniejsza niż czarna ospa

W 1979 r. ludzkość mogła świętować ostateczne wyeliminowanie wirusa Variolo, skutecznego i utalentowanego zabójcy – po zakażeniu najbardziej zjadliwymi szczepami umierał nawet co 3. chory. Dwie ostatnie próbki mikroba odpowiedzialnego za epidemie ospy prawdziwej przechowywane są do dziś w amerykańskim Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom [CDC) w Atlancie oraz rosyjskim ośrodku VECTOR w obwodzie nowosybirskim.

Mogłoby się wydawać, że tuż obok nich powinny spoczywać próbki z Mycobacierium tubercuiosis. A jednak mimo posiadania skutecznej szczepionki oraz antybiotyków walka z tuberkulozą wciąż trwa. Gruźlica niechętnie oddaje pole. Wydawać by sie mogło, że w krajach rozwiniętych jej przypadki są sporadyczne, tymczasem u rosnącej liczby pacjentów dochodzi do pojawienia się gruźlicy w związku ze spadkiem odporności w przebiegu leczenia immunosupresyjnego, uzależnień lub zakażenia wirusem HIV..

Zaraźliwy śmiech

W dawnych czasach suchoty uznawano za chorobę artystów. Z czasem zauważono, że częściej dotyka ona osób biednych, a co za tym idzie – niedożywionych. Dzięki Robertowi Kochowi ludzie zdali sobie sprawę, że gruźlica można się rozprzestrzeniać. W 1885 r. rozpoczęto kampanię przeciwko spluwaniu w miejscach publicznych. „Zachodzi konieczność zapobiegania pluciu przez osoby chore na gruźlicę na ulicach, w sklepach, hotelach, magazynach, wagonach kolejowych, a w rzeczy samej zawsze i wszędzie”.



Podejrzenia zaczęły budzić garnuszki przymocowane na łańcuchach do studni, z których mógł korzystać każdy spragniony. Jednak dziś przekonanie, że tuberkuloza zagraża biednym, okazuje się kolejnym mitem. Jak informuje Główny Inspektorat Sanitarny, dziś na gruźlicę zapaść może każdy, bez względu na wiek, płeć, miejsce zamieszkania, wykształcenie, stan majątkowy czy grupę społeczną. Choć nadal odnotowuje się nieco większą zapadalność wśród osób niedożywionych, nadużywających alkoholu czy palących, to szczególnie narażone jest na nią kierownictwo w średnim wieku, za sprawą prowadzonego stylu życia (zbyt mało śpią, niewłaściwie się odżywiają, a przez to ich odporność jest obniżona).

Do zarażenia gruźlicą dochodzi poprzez wdychanie powietrza, w którym są prątki. Choroba roznosi się za każdym razem, gdy nosiciel zakaźnej odmiany bakterii mówi, śmieje się lub kicha. Do infekcji najczęściej dochodzi, jeśli czas przebywania z zakażonym wynosi przynajmniej 8 godz. Ryzyko zachorowania jest znacznie większe wśród osób pracujących w klimatyzowanych biurach, w których powietrze poddawane jest recyrkulacji. Gruźlica z łatwością rozprzestrzenia się także w zamkniętych pomieszczeniach użytku publicznego, takich jak kino, autobus czy pociąg.

Z przeprowadzonego w 2013 r. przez US National Institutes of Health badania wynika, że podczas gdy na gruźlicę Stany Zjednoczone wydają 266 mln dolarów, na leczenie HIV i AIDS poświęcają 2,9 mld dolarów. Tymczasem obie te choroby przyczyniają się do zbliżonej liczby zgonów. Oczywiście można powiedzieć, że dzieje się tak, bo dysponujemy już środkami skutecznie leczącymi suchoty, a nie mamy takich leków przeciw HIV i AIDS, jednak prawda nie wygląda tak różowo.
W ciągu zaledwie 4 lat do 20% wzrósł odsetek prątków opornych na rutynowo stosowane leki i do 2 % prątków opornych na leki drugiego rzędu.

Już 310 tyś. osób na świecie choruje bowiem na gruźlicę wielolekooporną, MDR-TB (multidrug resistant tuberculosis), wywołaną przez prątki oporne jednocześnie na 2 najważniejsze leki przeciwgruźlicze, tzn. na izoniazyd i ryfampicyne. Większość z nich to mieszkańcy Chin, Indii, Rosji, Pakistanu i Republiki Południowej Afryki. W 84 krajach odnotowano już przypadki XDR-TB, czyli gruźlicy wielolekoopornej z dodatkową opornością na kolejne ważne leki przeciwprątkowe, jakimi są fluorochinolony i leki podawane we wstrzyknięciach (wmikacyna, kanamycyna, kapreomycyna).

Według danych dostępnych na stronach Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie Polska, choć zaliczana do krajów o niskiej zapadalności na gruźlicę (poniżej 20 osób na 100 tys.), plasuje się pod tym względem w niechlubnej czołówce krajów Unii Europejskiej.
W 2016 r. na suchoty zachorowało ponad 6 tys. Polaków. Zapadalność na gruźlicę w kraju już od lat jest najwyższa w starszych grupach wiekowych. W 2016 r. wynosiła 1,8 na 100 tys. w grupie dzieci do 14 r. ż. i 27,8 na 100 tys. wśród osób w wieku 45-64 lat. Najwięcej chorych na gruźlicę (na 100 tys. ludności) zarejestrowano w województwach lubelskim (37,0) i świętokrzyskim (32,3), zaś najmniej w wielkopolskim (12,8) i warmińsko-mazurskim (13,4).

Szczepionka wróć!

Międzynarodowa Unia Przeciwko Gruźlicy i Chorobom Płuc uważa, że szczepień można zaprzestać, kiedy zapadalność na najbardziej zakaźną postać tuberkulozy, czyli na gruźlicę płuc z dodatnim wynikiem badania mikroskopowego plwociny, spada poniżej 5 osób na 100 tys. To zaś oznacza, że w Polsce w najbliższym czasie nie będzie można zrezygnować z obowiązkowego szczepienia przeciwko gruźlicy. W naszym kraju od 2006 r. szczepionkę przeciwko gruźlicy podaje się tylko raz – w pierwszej dobie życia. Wcześniej takie szczepienie odbywało sie 4 razy (w pierwszej dobie życia, 12. miesiącu, 7. i 12. r. ż.). Profesor Maria Korzeniewska-Koseła, kierownik Zakładu Epidemiologii i Walki z Gruźlica z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, nie ma wątpliwości: „Dziś nie możemy zaniechać szczepień przeciwko gruźlicy, gdyż nawet jeśli dziecko nie jest w grupie ryzyka, nigdy nie wiadomo, kto z osób starszych będzie miał z nim kontakt i czy ta osoba nie może dziecka zarazić. U najmłodszych najczęściej występują ciężkie postacie gruźlicy, więc szczepienie pozwala uchronić je przed poważną chorobą i jej konsekwencjami”.

Jednocześnie uczona podkreśla, że sytuacja na Ukrainie nie jest czymś zaskakującym, bowiem w wielu krajach post-radzieckich występuje wysoka zapadalność na gruźlicę, w tym również jej postać wielolekooporną. Niestety, wraz z napływem osób z terenów, gdzie jest duża zachorowalność na gruźlicę, musimy liczyć się z ewentualnością, że również w Polsce znajdą się ludzie chorzy lub tacy, którzy zachorują po przyjeździe. Zgodnie z polskim prawem będą oni hospitalizowani i leczeni w czasie, kiedy mogą zarażać.

Być może warto więc pójść w ślady Brytyjczyków, którzy przyjmowanie szczepionki BCG zalecają nawet osobom dorosłym znajdującym się w grupie ryzyka, czyli pracowniom medycznym i społecznym?

 

 

 

 

 

Zostaw swój komentarz:
  • 5
    Shares