Nieznana strona szczepień w Polsce

Ministrowie, dyrektorzy departamentów zdrowia, profesorowie medycyny, lekarze, pielęgniarki zapewniają opinię publiczną, że szczepionki są bezpieczne, całkowicie bezpieczne… A niepożądane odczyny poszczepienne zdarzają się raz na milion albo -jeszcze lepiej – raz na dziesięć milionów, albo nawet w ogóle się nie zdarzają… Jeśli jednak jest tak, jak zapewniają „eksperci” od szczepień cudzych dzieci, to dlaczego cały system szczepień w Polsce jest oparty na strachu, zakłamaniu, obłudzie i niepełnych lub fałszywych informacjach o bezpieczeństwie i skuteczności szczepionek?

Jeśli rodzic ma wątpliwości w kwestii szczepień swoich dzieci, to obligatoryjnie jest „zakolczykowany” jako pasożyt immunologiczny, jako antyszczepionkowiec, jako wróg ludu, jako oszołom, obywatel ciemnogrodu. Ten rodzic spotyka się natychmiast z niebywałym wybuchem agresji, cynizmu, zjadliwości, bezczelności, arogancji, krytyki, poniżania, wyszydzania. I to nie w domu, na ulicy czy w sklepie, ale w szpitalach, w przychodniach i poradniach zdrowia. Zamiast udzielić pełnej informacji na temat skuteczności szczepień oraz możliwego ryzyka związanego z tym zabiegiem medycznym, personel medyczny wpada w popłoch i szał, ulegając najniższym instynktom. Nie ma mowy o dialogu i spokojnej wymianie informacji między rodzicem a lekarzem.
Większość rodziców zupełnie się nie orientuje, jakie szczepionki są podawane ich dzieciom, przeciwko jakim chorobom, jakie mogą wystąpić odczyny poszczepienne i niepożądane odczyny poszczepienne (w skrócie: NOP).

Po szczepieniu, kiedy z dzieckiem dzieje się coś niedobrego, zatroskany rodzic najczęściej słyszy wątpliwą poradę lekarską: „to normalne, wszystkie dzieci to mają” albo: „to nie jest skutek szczepienia, bo szczepionki są bezpieczne – gdyby nie były, to by ich nie sprzedawano” lub: „trzydzieści lat jestem lekarzem i jeszcze NOP-u na oczy nie widziałam, a więc to nie jest NOP i go nie zgłoszę”. Tak się zbywa rodziców dzieci z problemami zdrowotnymi po szczepieniach.

Według „ekspertów”, w Polsce jedynymi odczynami poszczepiennymi są zaczerwienienie lub obrzęk w miejscu wkłucia oraz stan podgorączkowy, i to bez względu na rodzaj szczepionki, sposób i miejsce podania, wiek i wagę dziecka. W poradniach i szpitalach nie rozpoznaje się niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP), a lekarze nie zgłaszają ich do sanepidu (pomimo ustawowego obowiązku, którego niewykonanie jest zagrożone karą grzywny). Otrzymujemy w ten sposób całkowicie fałszywy obraz szczepień i szczepionek – są „bezpieczne” tylko dlatego, że nie są zgłaszane niepożądane odczyny poszczepienne z nimi związane.
Ten problem zgłaszał już w 2008 roku prof. Andrzej Zieliński. Ponieważ odczyny poszczepienne nie są rozpoznawane, nie są też właściwie leczone. Wdrażane jest niewłaściwe leczenie, które może znacznie pogorszyć stan zdrowia dziecka.

”Raportowanie niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP) jest podstawą oceny bezpieczeństwa szczepionek w ich praktycznym zastosowaniu po zarejestrowaniu i dopuszczeniu na rynek. Apeluję więc do Kolegów Lekarzy o skrupulatne dokonywanie obowiązkowych zgłoszeń zachorowań i NOP dla wspólnego dobra lekarzy i pacjentów.”
– prof. dr hab. nauk med. Andrzej Zieliński ŃIZP-P21-I, „Apel w sprawie zgłaszania chorób zakaźnych i niepożądanych odczynów poszczepiennych” z 2008 r.

Natomiast lekarze, którzy udzielają rodzicom pełnej informacji o szczepionkach (o możliwym ryzyku związanym z tym zabiegiem medycznym) i którzy zgłaszają NOP-y do sanepidu (czyli pracują zgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej) są szykanowani przez swoich przełożonych i pracowników sanepidu. Takim lekarzom grozi się sądem lekarskim i utratą wykonywania zawodu.

Ciekawa jest również kwestia kwalifikacji dziecka do szczepień. Szczepione powinno być tylko dziecko zdrowe, wtedy, kiedy najbliżsi w jego otoczeniu również są zdrowi. A jak wygląda taka kwalifikacja w praktyce?
Lekarz, czy nawet pielęgniarka, stwierdzają na podstawie samej oceny wzrokowej, że dziecko jest zdrowe. Często wygląda to tak: „dziecko zdrowe? No to szczepimy, bo akurat dzisiaj mija termin szczepienia”.

Na pytanie rodzica, czy przeziębienie może być powodem przesunięcia szczepienia, pada odpowiedź: „nie”, i lekarz ma w zasadzie rację, ponieważ z informacji, jakie otrzymuje na szkoleniach i kursach oraz niejasnych, arbitralnych wytycznych, dowiaduje się on, że przeciwwskazaniem do szczepienia nie są: przeziębienie, katar, temperatura do 38,5°C przyjmowanie antybiotyków, sterydów, atopowe zapalenie skóry, astma, cukrzyca, nowotwory, niepożądane odczyny poszczepienne, padaczka, alergie, wcześniactwo (w przypadku wcześniactwa mamy do czynienia ze szczepieniem dziecka, które mogłoby jeszcze znajdować się w łonie matki, całkowicie niedojrzałego).
Przeciwwskazaniem nie jest nawet uczulenie na jeden ze składników szczepionki! Szczepionkę zaleca się wtedy podać dziecku na oddziale intensywnej terapii, w kilku dawkach, na przestrzeni kilku godzin! Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że takie podejście do szczepień za wszelką cenę przypomina eksperyment medyczny.

Czy można winić personel medyczny za taki stan rzeczy?
A może warto przyjrzeć się osobom, które uczą i szkolą przyszłych lekarzy i pielęgniarki? Wielu wykładowców to osoby bardzo blisko związane z koncernami farmaceutycznymi, pozostające w wyraźnym konflikcie interesów.
Czy można oczekiwać uczciwości i etycznego postępowania takiej osoby, jeśli pracuje ona dla koncernu farmaceutycznego?
A może jednak chlebem powszednim w takiej sytuacji staje się eliminowanie za wszelką cenę niewygodnych informacji o produkcie – leku lub szczepionce. Przecież nie można podważać zaufania do pracodawcy, do produktu, przecież trzeba zwiększać sprzedaż.



A co z wywieraniem nacisku na urzędników najwyższego szczebla, aby opracowane ustawy i rozporządzenia ministrów były jak najkorzystniejsze dla producentów?
Czy coś takiego jest możliwe w naszym kraju?
W 2012 roku posłowie głosowali jednogłośnie (praktycznie przez aklamację) nad „rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej”. Ta ustawa w sposób dramatyczny ogranicza prawa człowieka i prawa pacjenta, narzuca sposoby leczenia i profilaktyki, daje swobodę Głównemu Inspektorowi Sanitarnemu w podejmowaniu decyzji, np. w kwestii ogłaszania stanu epidemii (do tej pory mógł to zrobić tylko Minister Zdrowia).
W 2015 roku, podczas kolejnej nowelizacji tej ustawy, wprowadzono zapis dotyczący przesunięcia finansowania szczepień z Ministerstwa Zdrowia do Narodowego Funduszu
Zdrowia. Oznacza to dziesięciokrotny wzrost kosztów szczepień.
Planuje się również poszerzenie kalendarza szczepień od 2017 roku o szczepienia przeciwko pneumokokom, meningokokom i HPV (czyli szczepionka przeciwko brodawczakowi ludzkiemu, całkowicie błędnie nazywaną szczepionka przeciwko rakowi szyjki macicy). Polska stanie się jedynym krajem na Świecie, gdzie szczepionka przeciwko HPV będzie obowiązkowa dla dziewczynek dziesięcio-dwunastoletnich.

Dane z USA, Japonii, Francji, Danii i Kolumbii pokazują dobitnie, jak niebezpieczna jest to szczepionka – powoduje m.in. stan chronicznego zmęczenia, fibromialgię, narkolepsję, drgawki, utratę przytomności, zapalenia stawów, uszkodzenie jajników (menopauza w wieku 18-19 lat, kilka lat od momentu przyjęcia tej szczepionki). Ale polscy wakcynolodzy i eksperci zapewniają, że ten preparat jest bezpieczny, a NOP-ów nie ma.

Dodawanie nowych szczepionek do kalendarza szczepień będzie zależało od „aktualnej sytuacji epidemiologicznej w Polsce”, a więc, w praktyce, do kalendarza szczepień będzie można dołożyć każdą wprowadzoną do sprzedaży szczepionkę. Taka sytuacja ma miejsce dzięki przyzwoleniu urzędników.

Sanepidy razem z wojewodami nakładają na rodziców, którzy zaprzestali szczepić swoje dzieci z powodu wystąpienia poważnych NOP, bezprawne grzywny. Samo porozumienie wojewody z sanepidami w sprawie karania rodziców jest nielegalne! I urzędnicy wiedzą o tym od 2012 roku (druk z bazy analiz sejmowych).

W dniu 15 września 2015 r. na terenie Sejmu w Warszawie odbyła się debata z udziałem przedstawicieli Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach „STOP NOP”, rodziców dzieci okaleczonych przez szczepionki, lekarzy oraz urzędników z Ministerstwa Zdrowia, Głównej Inspekcji Sanitarnej, Narodowego Instytutu Leków. Spotkanie trwało ponad trzy godziny. Zachęcam do obejrzenia tego materiału, ponieważ rzadko można obejrzeć i posłuchać tylu kłamstw i niedomówień ze strony urzędników odpowiadających za zdrowie publiczne w Polsce.

Aby uszczelnić system kontroli nad społeczeństwem w Polsce, została przyjęta ustawa o zawodzie pielęgniarki środowiskowej i położnych. Do ich obowiązków będzie należało monitorowanie stanu zdrowia dziecka od momentu narodzin do 19. roku życia.
Będą nadzorować, czy dzieci są szczepione (w razie braku szczepień będą to zgłaszać do opieki społecznej i sądów rodzinnych), jakie leki przyjmują, jak rodzice dbają o dziecko itp. Czyli mamy kolejne narzędzie kontroli i wywierania presji.
Pod pozorem troski o zdrowie obywatela powołuje się do życia policję sanitarną. Czas pokaże, jakie będą konsekwencje tych wszystkich działań. Krótko mówiąc, ciekawe czasy dopiero nadejdą…

 

Autorem artykułu jest: Przemysław Cuske – od 2011 roku, momentu założenia, działa w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Wiedzy o Szczepieniach „STOP NOP”.

Zostaw swój komentarz: