Olej konopny w praktyce – historia Maxa

Dorota Gudaniec, założycielka Fundacji „Krok po Kroku”, pojawia się w mediach w kontekście dyskusji o legalizacji marihuany do celów medycznych. Nazywana bywa Matką Medycznej Marihuany, jednak to przede wszystkim waleczna matka sześcioletniego Maxa chorującego na padaczkę lekooporną, chorobę wyniszczającą i hamującą prawidłowy rozwój dziecka, a nawet zagrażającą życiu. Jej syn miał kilkaset napadów epilepsji dziennie. Po kuracji marihuaną może normalnie żyć.

Max to czwarte dziecko pani Doroty, które urodziła w wieku 37 lat. Chłopiec przyszedł na świat z zespołem Downa, pomimo tej niepełnosprawności był zdrowy i rozwijał się prawidłowo. Kiedy jednak skończył kilka miesięcy, pojawiły się u niego niepokojące symptomy wskazujące na padaczkę.

„Lekarka, do której wtedy trafiliśmy, od razu przedstawiła mi statystyki- 25% dzieci umiera, 25% ma szansę wyzdrowieć, a 50% wpada w jeszcze większy stan padaczkowy. Zobaczymy, co będzie” – mówi pani Dorota.
Ataki z czasem stawały się coraz silniejsze, po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy dziennie. Max wielokrotnie był w szpitalu. Podczas napadów niezmiernie cierpiał, wyglądało to, jakby był rażony prądem. Nie mógł sam chodzić ani jeść. Nawet siedzenie sprawiało mu trudności.

„Był jak leżąca lalka, bo napady drgawek kasowały z jego pamięci wszystko, czego się nauczył. Leki nie działały, ale robiliśmy wszystko, żeby mu pomóc. Stosowaliśmy wiele terapii alternatywnych. Wprowadziliśmy specjalistyczną suplementację, do tego akupunktura, masaże, kąpiele ozonowe. Mnóstwo różnych rzeczy wypróbowaliśmy, by złagodzić te objawy” – opowiada o chorobie syna pani Dorota.



Jego stan pogorszył się na tyle, że chłopiec w krytycznym stanie trafił do szpitala, gdzie został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną, a lekarze nie dawali mu szans. Jednak rodzice Maxa nie zamierzali się poddawać i postanowili walczyć o niego wszelkimi dostępnymi środkami.

„Kiedy Max umierał, szukałam wszędzie… wszystkiego, co mogłoby być pomocne w ratowaniu życia mojego dziecka” – mówi pani Dorota – „Największą inspiracją okazała się historia Charlotte Figi – malej, chorej na epilepsję dziewczynki z Colorado. Ją uratowała medyczna marihuana, więc Maxa też mogła…”
W przypadku dziewczynki ze Stanów Zjednoczonych terapia przyniosła zaskakująco dobre skutki. Matka Maxa postanowiła więc zaryzykować i poddać syna podobnemu leczeniu.
„Jedyny mój strach wtedy to było odejście Maxa… bałam się, że nie dam rady uratować Miśka…”- opowiada Dorota Gudaniec.

MM – czyli medyczna marihuana to nie jest zwykły olej z konopi. „Olej z konopi
– w naszym przypadku zasadniczo jest to olej CBD z bardzo niewielką ilością THC. Trzeba najpierw uściślić nazewnictwo – w potocznym rozumieniu olej z konopi jest tym samym, co olej RSO (Rick Simpson Oil), a to nieprawda. Olejki z konopi są rożne. W padaczkach kluczową rolę odgrywają te z wysoką zawartością CBD.” – wyjaśnia Dorota Gudaniec.

Leczenie olejem

Kontrowersyjnego leczenia podjął się dr Marek Bachański – neurolog i pediatra z Centrum Zdrowia Dziecka. Bachański jest specjalistą leczenia padaczki u dzieci, szczególnie jej najtrudniejszej, lekoopornej odmiany. Max był jego pierwszym pacjentem.
Jak opowiada pani Dorota: „Dopiero po wyjściu ze szpitali, po dziewięciu tygodniach walki o życie – dokładnie 28 września 2014 r. – podałam Maxowi pierwszą dawkę MM i efekty były natychmiastowe?…”

Leczenie chłopca marihuaną przyniosło zaskakująco dobre wyniki. Napady padaczki zredukowały się aż o 90% oraz wycofaliśmy i tak nieskuteczne lekarstwa: „Nie leki jednak dawały poprawę, wszak wcześniej też były stosowane, i to w olbrzymiej ilości… MM ma też tę właściwość, że obniża wartość terapeutyczną wielu medykamentów. Tak było i w naszym przypadku… zatem naturalnym było to, aby leki, które i tak nie działają, wycofać. Oczywiście ZAWSZE należy to robić pod kontrolą lekarza.” – dodaje Pani Dorota.

Dorota Gudaniec zapewnia, że terapia dr Bachańskiego przywróciła jej syna do życia. Chłopiec może jeść i w miarę normalnie funkcjonować.
„W życiu Maxa zmieniło się wszystko, dzięki terapii konopiami. Max dzisiaj jest wesołym, szczęśliwym brzdącem, który nadrabia zaległości rozwojowe całego swojego życia. Nadal jest dzieckiem niepełnosprawnym, ale dzięki temu, że opanowaliśmy w 99% epilepsję, ma szanse na rozwój i intensywnie z tej szansy korzysta.” – opowiada z uśmiechem Pani Dorota.

 

 

Autorem tekstu jest: Magdalena Napierała  Twoja Harmonia i Instytut Ananda House
Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *